Wykład 3

Drodzy Bracia i Siostry, witam Was ponownie. Mam nadzieję, że czujecie już całymi sobą efekty pracy z Drogą do Boga, pracy na Drodze do Boga. Jeżeli nie czujecie tych efektów, to dobrze trafiliście. Albowiem czas przyśpiesza tak bardzo, że tylko nieliczni będą potrzebowali wielokrotnego czy też długotrwałego studiowania tego dzieła. Dla większości z Was będzie to bardzo konkretny, precyzyjny strzał energii, który uderzy w Wasze blokady do przepływu Miłości i je rozpuści. Tak więc jeżeli Twe ziemskie życie jest pełne pokoju, błogostanu, dzielisz się miłością, odczuwasz obfitość Bożej miłości, masz się dobrze i słowo „konflikt” jest co najwyżej mglistym wspomnieniem, proszę zatrzymaj się. Odłóż na bok tę książkę, nie jest Ci ona już do niczego potrzebna. Masz już to, co próbuję tutaj przekazać, a tym czymś jest święte rozpoznanie – Ja i Ojciec Jedno jesteśmy. Jeżeli wydaje Ci się, że potrzebujesz jeszcze osiągnąć komunikację ze Mną, odpowiem Ci – nie musisz. Jeżeli osiągnąłeś stan Mistrzostwa, do którego precyzyjną i kompletną drogę opisałem w innym mym dziele – Drodze Mistrzostwa – to masz kontakt z całą masą oświeconych nauczycieli, a jednym z nich jest Moja umiłowana Matka, której poświęcony będzie ten wykład. Albowiem wspólnie wybraliście Marię na Królową Polski i Świata, a Ona, rozpoznając w tym Boży Głos, ze znaną Jej pobożnością i w pełnym poddaniu się Woli Boga, po prostu się na to zgodziła. Bynajmniej to nie Bóg umieścił ją na tym Tronie, Wy to zrobiliście. Tak samo jak z jakiegoś powodu postanowiliście uprzeć się, że potrzebujecie mnie w jakikolwiek sposób. Zaprawdę powiadam Wam, zarówno ja, jak i Moja Matka jesteśmy z Wami równi. Jesteśmy wszyscy dziećmi Bożymi i nic tego nie zmieni. Jedyna różnica jest taka, że my, podobnie jak wielu innych już przed nami, przebudziliśmy się ze snu o formie, ze snu o oddzieleniu, ze snu o patologii, jakim jest wiara w moc czegokolwiek innego niż moc Boga. 

Nie ma zbawienia Polski bez Marii. Dlaczego? Ponownie, ponieważ tak zadecydowaliście. Zaprawdę, powiadam Wam, mogliście wybrać Buddę, Sokratesa, Konfucjusza lub szereg innych, lecz Wy wybraliście nas. Czas jest filmem – można go przewijać do przodu i do tyłu – cały film jest już nagrany. Kto napisał scenariusz? Ty. Ty razem z wszystkimi Duszami w Chrystusie – razem z wszystkim. Pozostaje nam więc jedynie odegrać role, które zostały nam przypisane, choć trafniej można to ująć – które sami zgodziliśmy się odegrać. I tak jak ja mam pewną rolę, która wielu z Was wydaje się niezwykle istotna, powiadam wam – bzdura! Rola każdego z nas w czasie jest tak samo ważna lub też – nieważna, albowiem czas nie istnieje. Czas jest tylko chwilowym postrzeganiem, chwilową krystalizacją czystej Świadomości, z której wszystko się składa. 

Nie ma zbawienia Polski bez Kościoła. Rozmowa o Marii w oderwaniu od kontekstu dominującej w Polsce religii jest daremna. Proszę Was o uwierzenie, że zaiste Maria, Kościół, ja, Wy oraz wszyscy Wasi bracią są niezbędni do zbawienia. Przybywam właśnie teraz, aby dokonać pewnych kluczowych korekt w rozumieniu znaczenia roli Marii oraz roli Kościoła w dziele, jakie się obecnie dokonuje, zwanym zbawieniem. Bynajmniej nie oznacza to, że dzieło to zaczęło się dwa tysiące lat temu – rozpoczęło się ono z nastaniem czasu, gdyż sam początek czasu oznaczał początek cierpienia, początek oddzielenia oraz początek kontekstu, w jakim te słowa mają znaczenie. Proszę Was, abyście uwierzyli, że Bóg nie rozumie zbawienia, ponieważ Ty nie masz problemów w Bogu. W Bogu jesteś dosłownie wolny i bezproblemowy. Twój jedyny problem jest z samym sobą, z Twoimi myślami, emocjami, osądami. Ja również miałem ten sam problem, dlatego mogę podzielić się z Tobą rozwiązaniem jakie zostało mi ofiarowane przez jedynego właściwego nauczyciela Prawdy, jakim jest Duch Święty. Proszę, oto wyjaśnienie idei Trójcy Świętej. Aha, zapomniałem, jest jeszcze jedna korekta. Syn Boży z Trójcy Świętej to Ty. Bynajmniej nie egotyczny Ty – ponownie, nie ludzkie myśli, nie ludzkie emocje, nie ludzkie osądy – lecz Prawdziwy Ty. Ten właśnie Ty to Prawda, Droga i Życie. W momencie, gdy postanawiasz ustanowić mnie na Tronie Syna Bożego, a z siebie robisz podnóżek, który nigdy nie zasiądzie po prawicy Ojca – popełniasz grzech, a grzechem tym jest atak na wolę Boga, ponieważ Bóg ustanowił nas wszystkich – łącznie ze mną – braćmi i siostrami w Chrystusie. Rodzeństwo jest sobie równe. 

Jeżeli więc będziesz się upierał przy pieśniach “Jaaa prooooch mizeeeeeerny”, nie rozpoznając, że ta pieśń odnosi się tylko i wyłącznie do Twojego ego, do Twojego poczucia oddzielenia, to będziesz w błędzie, w grzechu. Bądź więc wolny już dziś, już teraz, akceptując rolę i miejsce przypisane Ci przez Boga. Wystarczy, że uwierzysz, że jest w Tobie Boska cząstka, która jest mi równa, którą Bóg oraz wszyscy Twoi współbracia kochają niezmierzoną i autentyczną miłością. A cała, podkreślam to – cała – reszta tego, co myślisz, że jest Tobą, absolutnie nikogo nie interesuje. Nie oczekuj więc, że robiąc w swoim wnętrzu egotyczny cyrk, w jakikolwiek sposób wzbudzisz zainteresowanie moje lub Ducha Świętego. Nas totalnie to nie interesuje, my znamy i widzimy, co masz w Sercu w tej sekundzie. Nawet odstawiając taki cyrk na zewnątrz, którym jest zdecydowana większość obrzędów religijnych, nie myśl, że ktokolwiek w Królestwie poświęci Wam choćby przelotne spojrzenie, jeżeli Prawda w trakcie dokonywania tego obrzędu nie będzie mieszkała w Twoim sercu. Jeżeli więc będziesz leżał pijany na ławce w parku i wołał do mnie i wszystkich świętych, to przyjdziemy do Ciebie jedynie wówczas, gdy będziesz ze sobą szczery. Szczerość zakłada to, że jesteś przygotowany do przyjęcia Pojednania – wiesz, że coś robisz nie tak i naprawdę szczerze chcesz się odmienić. Zaprawdę powiadam Wam, Duch jest Nauczycielem i posyła mnie do tych którzy chcą się uczyć. Nie przyjdę do nikogo, kto nie chce się zmienić, kto nie czuje potrzeby wewnętrznej zmiany. Tak więc zamiast bezsensownie klękać nie wiadomo przed czym, proszę porządnie przyjrzyj się sobie, stojąc, leżąc, biegnąc, czy nawet jadąc autem, i zapytaj sam siebie – czy ja czuję potrzebę zmiany, czy ja chcę zostać zmieniony, aby naprawdę móc znów czuć Boga w sercu. Tak więc jeżeli myślisz, że Bóg kiedykolwiek do Ciebie przyjdzie, mylisz się. To Ty zawsze przychodzisz do Boga, wracasz do Boga. Pozornie może wydawać się, jakby czasami to Bóg sam do Ciebie przychodził, lecz to nieprawda. Ty po prostu otwierasz drzwi szczerością, a Duch Święty wysyła do Ciebie któregoś z Twoich ulubionych mistrzów, będących w Królestwie, wiadomość: „Hej, dziś wieczorem impreza u Tomasza, drzwi szeroko otwarte. Weź towar.”. Taki mistrz bierze następnie towar, jakim jest Boska Miłość, i idzie z Tobą imprezować. 

Często po imprezach występuje pewien syndrom, wynikający z nieprzystosowania organizmu do trawienia pewnej substancji podanej w ilości oraz czasie, do której organizm nie jest przyzwyczajony. Tak samo jest z Wami – im bardziej pogrążeni jesteście w grzechu, tym mocniejsze są objawy w Waszych ciałach, gdy imprezujemy z Wami, upajając się Bożą Miłością. Trening czyni mistrza. Im więcej imprez, tym większe możliwości organizmu do trawienia. Tak więc odłóż na bok ziemskie imprezy, na których jedynie tracisz czas. Otwórz drzwi swojej świadomości szczerością, a my sami do Ciebie przyjdziemy. Prawdziwi mistycy wszystkich czasów oraz religii znają słodycz obcowania z Bogiem – jest to jedyny rodzaj imprez, jakie są im miłe. Moja Matka była właśnie taką osobą. Pragnęła doświadczać i szerzyć Bożą miłość. Nie wierzcie proszę w opowiastki twierdzące, że Ona jedynie usługiwała mężczyznom i była w cieniu wydarzeń. Moja Matka, podobnie jak inne żeńskie apostołki, odgrywała kluczową rolę, gdy chodziłem po Waszej Ziemi. Forma kobiety jest na Waszej planecie bardzo bliska niekoncepcyjnej Miłości. Jako iż kobiecość w na Waszej planecie jest szczególnie istotna, objawia się to pośrednio w formie w postaci urody kobiet, które, jeżeli tylko zechcą odłożyć na bok niepotrzebne udręczanie siebie i innych, po prostu promienieją Bożą Miłością. One naprawdę nie muszą robić nic wielkiego, a Miłość sama się z nich wylewa. Dokładnie taka była moja Matka – po prostu czysta ekspresja Miłości. Pielęgnujcie w sobie, niezależnie od płci, zdolność bycia kanałem dla Bożej Miłości oraz jej przyjmowania. Bez tej zdolności niemożliwe jest bycie w Bogu. W Królestwie jest to jedyne zajęcie, jakim się zajmujemy, więc lepiej zacznij się przyzwyczajać. Nawet gdybyś jakimiś magicznymi środkami przeniósł się w środek Królestwa już teraz, nie żyjąc wcześniej w czystej niekoncepcyjnej Miłości, za chwilę chciałbyś się z Niego wydostać. Nie byłbyś w stanie znieść ciągłego przepływu Miłości, która nie ma przeciwieństw. To powinno być jednocześnie odpowiedzią na pytanie dlaczego jesteś tam, gdzie jesteś – w czyśćcu. No nie, kolejna herezja 😦 

No przykro mi, prosiliście o prawdę. Ja nie mam problemów z Prawdą, dlatego jestem tam, gdzie jestem. To Ty myślisz, że masz problem z Prawdą, dlatego myślisz, że jesteś tam, gdzie jesteś. Tak więc jeżeli zechcesz obudzić się tam, gdzie ja jestem, a do czego Cię gorąco zachęcam, bo zaiste zacne jest to miejsce: wszystko za darmo, super towarzystwo, nieskończoność, impreza, Miłość, wszelka wiedza – takie wypasione „ALL inclusive” – to po prostu mi zaufaj. Przyjrzyj się proszę swojemu ziemskiemu doświadczeniu – dlaczego Twoje doświadczenie trójwymiarowej rzeczywistości zmienia się, w zależności od tego, którą nogą dziś wstałeś? Dlaczego Bóg czasami wydaje się odległy, a czasami bliski? Percepcja wytwarza różnice. Sam fakt postrzegania sprawia, że możesz zobaczyć, co zechcesz. Co mam więc Wam do zaoferowania? Jedynie radę, wskazówkę – nie postrzegajcie. Bynajmniej nie oznacza to chodzenia z zamkniętymi oczami. Niepostrzeganie, o którym mówię, to niewytwarzanie koncepcyjnych myśli. To życie sercem.

Kościół, o którym wspominałem, to nie organizacja religijna. Kościół, który przychodzę budować to skupisko Dusz pragnące żywego, prawdziwego i niepodważalnego doświadczenia Boga. Doświadczenie to ma kulminację w oświeceniu danej duszy – a oświecenie to nic innego, jak założenie obozu tuż pod szczytem Twojej góry mistrzostwa. Jest to obóz, z którego nie schodzisz już od tego momentu w dół. Co jakiś czas wdrapujesz się na szczyt, przyzwyczajasz się i schodzisz znów do obozu, aby odpocząć. To jest maksymalny cel, na który ludzka forma może sobie w polu czasu pozwolić. Bynajmniej nie jest to Wasz cel! Nie jest Waszym celem osiągnięcie czegokolwiek w czasie, gdyż czas nie istnieje! Waszym celem jest szczyt, a ciągłe przebywanie na szczycie to Zmartwychwstanie, to Wniebowstąpienie. Dosłownie. Nie da się przebywać w formie i być stale na szczycie. Forma jest antytezą mistrzostwa. Jeżeli więc myślisz, że osiągnięcie oświecenia w czasie cokolwiek Ci da – zastanów się przez chwilę. Skoro jesteś jednym z Bogiem i nie możesz zgrzeszyć, to czymże jest stan, w którym prawie nie atakujesz innych, ani siebie, a jeżeli to robisz, to bardzo subtelnie, na dosłownie ułamek sekundy, po czym łapiesz się i od razu dokonujesz korekty w swoim umyśle?

Jeżeli odpowiedziałeś, że jest to dalej iluzja, to gratuluję Ci przenikliwości – odłóż na bok tę książkę – nie jest Ci już potrzebna. Dokładnie tak wygląda to, co Wy w czasie nazywacie oświeceniem – jest to po prostu bycie bardzo blisko celu – tuż, tuż. Prawie u celu. „Prawie” robi jednak wielką różnicę. Waszym celem nie jest więc bycie świętym w formie, nie jest bycie oświeconym – Waszym celem jest wniebowstąpienie. Kiedy nastąpiło wniebowstąpienie? Po śmierci krzyżowej. 

Śmierć krzyżowa dla Ciebie symbolizuje całkowite unicestwienie ego oraz poczucia oddzielenia, całkowitą anihilację przywiązania do formy. Dla większości z Was będzie to moment fizycznej śmierci. Będąc oświeconym, gdy Dusza odczepi się od ciała fizycznego, zostaje na zawsze w Bogu. Nie robi już sobie krzywdy. Nie jest to jednak warunek. Świadomie umierając można odrobić wszystkie duchowe lekcje, jakie są do odrobienia dla danej Duszy w formie. Nie mówię Wam tego, aby Was rozleniwić – mówię Wam to po to, abyście się odprężyli. Jeżeli wciąż tu jesteś, ostatnia szansa będzie Ci dana, nawet jeżeli jesteś skończonym grzesznikiem. Różnica jest taka, że będąc świadomie na Drodze do Boga, będąc zaawansowanym uczniem Prawdy, dużo łatwiej jest się „odkleić” ostatecznie od formy, a będąc oświeconym – jest to nieuniknione. Nie szukajcie więc zbawienia w czasie i przestrzeni, gdyż – jak widzicie – zbawienie w czasie i przestrzeni nie istnieje. Niech będą przepasane biodra Wasze i zapalone pochodnie – stale i ciągle oczekujcie nadejścia Pana. Proszę Was, abyście każdy dzień na Ziemi przeżywali tak, jakby miał być Waszym ostatnim. To jest mistrzostwo w formie! Puszczenie formy. Puszczenie uzależnienia od oddzielenia, od bólu, od ograniczenia. To jest Prawda, która Was wyzwoli – nie wyzwoli Was w czasie, ale wyzwoli Was od poczucia, że jesteście w czasie uwięzieni. Nie znaczy to, że macie być niechlujni, niedbali, lub przygnębieni w oczekiwaniu na zbawienie czy apokalipsę. Żyj tak, abyś mógł w każdej sekundzie życia spojrzeć w lustro i powiedzieć: „Kocham Cię, jesteś dobrym człowiekiem”.

Bycie dobrym człowiekiem nie oznacza bycia niewolnikiem czy też sługą nieświadomości współbraci. Bycie dobrym człowiekiem to życie całym sobą w pierwszym i drugim przykazaniu miłości. Jeżeli odmawiasz komukolwiek, kto pojawia się w Twoim polu świadomości, uznania jego Chrystusowej istoty, to zaprawdę atakujesz sam siebie i nie uznajesz Chrystusa w sobie. Albowiem osąd wobec Brata lub Siostry jest niczym innym, jak stwierdzeniem, że Bóg i Królestwo nie istnieją, a forma istnieje i ma znaczenie. To, co osądzasz w Bracie, czyli cielesne grzechy, cielesne ułomności, fizyczne problemy – to wzmacniasz w sobie. Z każdym osądem i atakiem, na jaki sobie pozwolisz, dosłownie cofasz się na Drodze do Boga. Jeden osąd tworzy całe piekło, jakie jest. Piekło, o którym tutaj mowa, należy traktować tak dosłownie, jak to tylko możliwe. Czym innym, jak nie piekłem, jest świat, gdzie na wszystko należy harować, o wszystko trzeba się troszczyć, wszyscy chcą cię skrzywdzić, a Ci, których kochasz, umierają, a na końcu Ty sam umierasz? 

Zrozum to proszę – piekło, czyścieć, niebo – to nie są miejsca. To stany świadomości. Nie oszukuj się myśląc, że wiodąc przepełnione konfliktami życie, że dopiero po śmierci będą czekać Cię męczarnie. Bóg nie jest głupi. Jeżeli zgrzeszysz, to natychmiast spotka Cię kara z Twoich własnych rąk. Jest nią cierpienie wewnętrzne, które nieuniknienie podąża za każdym popełnionym grzechem, niczym cień. Jeżeli żyjesz w grzechu, posiadasz cień cierpienia. Cierpienie to może objawić się na wiele sposobów – fizyczne dolegliwości, problemy finansowe, problemy w relacjach, problemy społeczne, brak akceptacji, odrzucenie, apatia, czy brak radości z życia. Wszystkie te symptomy są oznaką istnienia poczucia oddzielenia od Boga w Twojej Świadomości, w Twoim umyśle. Nie oczekuj, że będąc w formie cierpienie całkowicie zniknie – to niemożliwe. Całkowite zniknięcie cierpienia oznacza nie doświadczanie formy. Czyściec natomiast to stan, w którym pozwalasz, aby Duch Święty oczyścił Cię z wszystkiego, co nieprawdziwe. Jest to stan doświadczania fizycznej rzeczywistości, w którym pozwalasz, aby wszystko, co pojawia się w Twoim ciele, w Twoich myślach, w Twoich relacjach, w Twoich finansach, transformowało Twoją Świadomość. Czyściec jest nieskończenie lepszy od piekła, ponieważ piekło nie ma końca i jest cierpieniem bez końca – jedna bolesna inkarnacja za drugą, i tak w kółko. Czyściec z definicji oczyszcza, a oczyszczanie jest procesem skończonym. Dlatego też czas również będzie miał swój koniec. Każdy, absolutnie każdy zatwardziały miłośnik ogni piekielnych w końcu wstąpi na to, co Wy nazywacie „ścieżką duchową”, i przejdzie z piekła do czyśćca. Ta decyzja jest nieunikniona. 

Nie przybyłem po to, aby przynieść Wam Niebo – to niemożliwe, w Niebie Wy już jesteście. Przybyłem, aby Wam ulżyć, aby skrócić dla Was czas – aby skrócić Wasze cierpienia, aby skrócić Wasz pobyt w czyśćcu. Wiedzcie proszę, że pobyt w czyśćcu nie jest niczym złym, albowiem będąc tutaj, doświadczacie już Nieba. Po to właśnie przyszedłem, aby pogłębić Wasze doświadczenie Nieba na Ziemi. Dzięki temu pogłębieniu wychodzicie z niewoli grzechu, wszystko jest coraz lżejsze, prostsze i pełniejsze miłości. Nie oczekujcie i nie myślcie, że cokolwiek Was ominie, że przyśpieszycie swoją przemianę. Czas to film i jego całość, włącznie z Twoim oczyszczeniem – jakkolwiek krótkie lub długie by ono nie było – włącznie z Twoim oświeceniem oraz włącznie z Twoim wniebowstąpieniem – to wszystko już jest postanowione. Jeżeli chcesz, po prostu zwróć się do Prawdy w Tobie, aby poszukać potwierdzenia tych słów. Mówię to, abyś się odprężył, abyś się zrelaksował. To właśnie odprężenie, ukojenie będzie w Twoim subiektywnym odczuciu budzące, przyśpieszające. Wiedz jednak, iż nawet ten właśnie moment, nawet to odprężenie i pozorne przyśpieszenie, również jest już zapisany na kartach czasu. Tak jak na filmie, w którym w pierwszym ujęciu auto stoi w tle, w drugim ktoś do niego wsiada, w trzecim auto rusza, w czwartym auto przyśpiesza, a w piątym zwalnia, znów przyśpiesza, skręca, przyśpiesza, zwalnia itd., aż w końcu dociera do celu – tak samo jest z Wami. Odprężcie się. Rozciągnijcie ciało. Dajcie ciału uwagę. To pomaga w odprężeniu i pozbywaniu się napięć. Kontakt z ciałem, tak bliski Mej Matce, pozwala zmniejszyć ilość chorób czy dolegliwości fizycznych, z których spora część jest już Wam zbyteczna i jest po prostu efektem zaniedbania ciała. Kontakt z ciałem zbliża człowieka do Boga. To paradoks, ale tak jest. Nie dawanie ciału uwagi jest atakiem na Boży plan zbawienia, jest odmową odegrania roli w czasie, roli, którą SAM sobie przydzieliłeś. Nikt nie kazał Ci wybierać takiej roli. Nikt nie kazał Ci inkarnować się w czasie i przestrzeni. Skoro już to zrobiłeś, proszę użyj narzędzia do uczenia się i nauczania, jakim jest fizyczne ciało. W szkole jogi, do której uczęszczał nasz ukochany Brat, który spisuje te słowa, szatnia dla mężczyzn jest kilkakrotnie mniejsza niż szatnia dla kobiet. Dlaczego? Ponieważ joga to nic innego jak świadomy kontakt z ciałem. To integracja ciała, oddechu, umysłu. To pozwolenie ciału na bycie tym, czym jest. Kontakt z ciałem to święty kontakt – znaj reakcje swojego ciała na to, co się wydarza. Obserwuj ciało, dokonując wyborów. Albowiem ciało jest dużo lepszym mechanizmem decyzyjnym niż ludzki, osądzający umysł. Bynajmniej nie oznacza to, że ciało podejmie „lepsze” w rozumieniu waszego świata wybory, to znaczy takie, które przyniosą więcej pozornych profitów, czy też dadzą lepsze wedle ludzkich standardów rezultaty. Ciało prowadzi Cię na Drodze do Boga. Ciało podejmuje oświecające decyzje. Prowadzi Cię tam, gdzie sam, zagubiony w swym śmiertelnym umyśle, byś nie poszedł, ponieważ nie wiesz, jako człowiek, czego tak naprawdę pragniesz. A jeśli byś nie wiedział, to Bóg pragnie Twojego szczęścia 🙂

Ciało pełni też rolę nauczyciela – choroba, która nagle na Ciebie zstępuje, jest potężną lekcją duchową. Dolegliwości cielesne mogą wskazywać na konflikt między tym, czego pragnie Twoje Serce, a tym, czego pragnie Twój śmiertelny, ludzki umysł. Jeżeli taki konflikt pojawia się, wiedz, iż zawsze ciało ma rację, a umysł kłamie. Pielęgnuj proszę swój świadomy kontakt z ciałem. Nie rób z ciała bożka – nie poświęcaj mu całej swoje uwagi. Nie spędzaj dni na malowaniu się, wybieraniu ubrań, sukienek czy butów. Poświęć ciału dokładnie tyle czasu, ile jest wymagane w danym momencie. Ani więcej ani mniej. To jest Droga do Boga, to jest integracja elementu tak bliskiego i znanego już kobietom – kontaktu z ciałem. Każda kobieta oraz każdy mężczyzna posiada wrodzony kontakt z ciałem. Kobiety, z racji pewnych cech, maja „bliżej” do ciała niż mężczyźni. W formie męskiej często umysł dominuje. To szczególnie mężczyźni będą potrzebowali tej lekcji integracji z ciałem, lecz nie tylko. Albowiem mistrzostwo w formie jest „unisex” –  posiada zarówno cechy męskie, jak i żeńskie. Proszę uczcie się od Waszych partnerów cech, których Wam pozornie brakuje. Dostrzeżcie te cechy, doceńcie je. Albowiem dostrzeżenie oraz docenienie jest jednoznaczne z pełnym zintegrowaniem danej cechy w głębi swojej istoty. Jeżeli więc jesteś przykuty do wózka inwalidzkiego i sam nie możesz zrobić zbyt wiele – wystarczy, że dostrzeżesz i docenisz zarówno delikatność, jak i zdecydowanie osób, które się Tobą opiekują. To wystarczy. Bynajmniej nie nakłaniam Was do stania się „babochłopami” – wystarczy, że skupicie się na swoim wnętrzu i obcując z innymi, dostrzeżecie i docenicie właściwości, których Wy pozornie nie macie. Albowiem wielu z Was represjonuje odpowiednio żeńskie bądź męskie cechy – jest to efekt skostniałego podziału ról społecznych, który obecnie odtaje. Jeżeli jesteś mężczyzną i myślisz, że będziesz bliżej Boga, będąc „macho” – mylisz się. Będziesz dalej od Boga. Macho to wytwór ego. Bóg nie stworzył takiego tworu, który pozuje przed całym stworzeniem, udając coś, czym nie jest. Bóg nie stworzył też stereotypu głupiej i bezradnej blondynki, która udaje, że niczego nie rozumie. Pozbądźcie się wszystkich, absolutnie wszystkich stereotypów. Stereotypy to nic innego, jak stare, egotyczne schematy, które są bezużyteczne. Bezużyteczne dla mnie, dla Ciebie oraz dla Zbawienia. Są one natomiast nieskończenie użyteczne w planie ego, jakim jest maksymalne przedłużanie czasu oraz cierpienia na Waszej planecie. 

Integrujcie więc w Waszej świadomości cechy, których się wyparliście. Dostrzeżcie je. Bądźcie za nie wdzięczni. Część z tych cech dosłownie jest Wasza. Niechaj Wasz świat stanie się pełen dżentelmenów – mężczyzn łagodnych wobec współbraci, lecz pewnych swej jedni z Bogiem. Niechaj Ziemia stanie się planetą Maryj – istot nieskończenie kochających, lecz świadomych nierzeczywistości tego świata. 

Amen.